strona główna.

 

28 września 2010 zmarł Profesor Tadeusz Zagajewski.

Wychowawca wielu pokoleń. Nie tylko inżynierów. Ludzi.

Poniżej artykuł z jubileuszowego roku 2002.

═══════════════════════

 

    90-lecie Profesora Tadeusza Zagajewskiego

 POETA NAUKI

 

Na pierwszym planie rektor Politechniki Śląskiej, prof. Wojciech Zieliński,

w środku prof. Tadeusz Zagajewski; przysłonięty kwiatami – dziekan Wydziału

Automatyki, Elektroniki i Informatyki prof. Jerzy Rutkowski. Fot. Stanisław  Franiel.

 

Historia elektroniki nie ma jeszcze 100 lat. Zaczęła się w roku 1904, gdy John Fleming wynalazł próżniową lampę prostowniczą – diodę. Kilka lat później, 16 grudnia roku 1912 urodził się Tadeusz Zagajewski, który prawie całą tę historię bezpośrednio obserwo­wał. Przypomniał o tym sam Jubilat na przygoto­wanej przez Jego wdzięcz­nych ucz­niów i wycho­wan­ków uroczystej sesji, która w 90. rocznicę urodzin Profesora odbyła się w głównej auli Wy­działu Automatyki, Elektroniki i Informatyki Politechniki Śląskiej.

Laudację wygłosił prof. Stefan Węgrzyn – jeden z pierwszych magistrantów Profesora Zagajewskiego. Przypomniał młodość i studia dzisiejszego Jubilata na Politechnice Lwow­skiej. Później – lata wojenne w lwowskiej parowozowni i szczę­śliwy przyjazd do Gliwic, gdzie przedstawiciele Politechniki niemal przemocą, a przy­najmniej silnymi argumentami wyciągnęli Go wraz z rodziną z po­ciągu, jadącego już tydzień ze Lwowa do Wrocławia. Młodsi słucha­cze z niedowierzaniem dowiady­wali się o ogromie dokonań naukowych i organizacyjnych Profesora Zagajewskiego, który jest twórcą i naj­­wybitniejszym przedstawicielem polskiej elektroniki przemysłowej.

„Poetą Nauki” nazwał Profesora Zagajewskiego – prof. Zdzisław Trybalski, również członek 6-osobowej grupy pierwszych magistrantów. W pełnym szlachet­nego patosu, ale i ciepłego humoru przemówieniu przypomniał pierwsze, heroiczne lata tworzenia Oddziału Telekomunikacyjnego i Katedry Radiotechniki przy Wydziale Elektrycznym pod kierunkiem Prof. Tadeusza Malarskiego. Okazało się, że ówczesny dr inż. Tadeusz Zagajewski wraz z garst­ką swoich studentów okazał się całkiem sprawnym dostarczycielem części i pod­ze­spo­łów elektronicznych ze szczęśliwie zachowa­nych magazynów poniemieckich.

Obecność Profesora Tadeusza Zagajewskiego Gliwice „zawdzięczają” Jego wów­czas czte­ro­­miesięcz­nemu synowi, dziś wybitnemu poecie – Adamowi, który rozcho­rował się w re­patria­cyjnym pociągu i wymagał leczenia akurat w naszym mieście. Również o tym przypo­mniał prof. Trybalski i wspaniale wyrecytował z pamię­ci długi, wzruszający wiersz Adama Zaga­jewskiego.

Sesja poświęcona była pracy naukowej Jubilata. Liczni mówcy przypominali więc specjalistyczne osiągnięcia członka rzeczywistego PAN prof. zw. dra h.c. dra inż. Tadeusza Zagajewskie­go, ale prawie pominęli Jego „działalność” polityczną. Piszę o tej działalności w cu­dzysłowie, ponieważ na dobrą sprawę – wcale jej nie było. Profesor nie należał nigdy do żadnej partii ani nie przejawiał znaczniejszej aktywności opozycyjnej. A jednak – dla wszystkich, którzy Go poznali – był wielkim autorytetem moralnym. Miałem szczęście do­świadczyć tego osobiście, a wrażenia z roku 1968 przedstawiłem niedawno w miesięczniku „Śląsk” (przedruk w ramce poniżej).

 

UCZNIOWIE KOŁODZIEJA I ZAGAJEWSKIEGO

 

Miesięcznik „ŚLĄSK”, nr 3/2002 (fragment dot. „wydarzeń marcowych”)

 

(...) Dziś już wiemy, że była to we­wnątrz­partyjna rozróba, a gliwickie dwudniowe zajścia, pacy­fikowane psami i pałami na ulicy Zwycięstwa, były cyniczną prowokacją. Parę dni później Gierek „gruchotał kości” studentom w Katowicach. Wydawało się nam jednak, że uczest­ni­czymy w czymś wiel­kim, co być może wstrząśnie posa­dami świata.

Wstrząsnęło. Naszymi postawami. Stało się to na wiecu, zwołanym w celu potępienia „win­nych” (wyłuskanych z tłumu przypadkowo lub ze względu na brzmienie nazwisk). W obro­nie studentów wystą­pił wówczas prof. Tadeusz Zagajewski, dziekan Wydziału Automa­tyki. Nie pamię­tam, co mówił. Nie pamiętam, jak mówił. Nie pamięta tego żaden z moich roz­mówców, uczestni­czących w owym wiecu. Pamiętam tylko: jak myśmy Go słuchali!

Wkrótce Profesora na stanowisku dziekana zastąpił jakiś marcowy docent. Zajmowaliśmy się wyłącznie nauką, ale wiedzie­liśmy, że w po­bliżu jest punkt moral­nego odniesienia. Constans. W roku 1980 Profesor prze­wodniczył Zespołowi Doradców uczel­nia­nej „Solidar­no­ści”, w następ­nym dziesięcioleciu był zawsze i wszę­dzie tam, gdzie powinien być, by swoją obec­nością słabszych pod­nosić na du­chu. Nie przemawiał. Mówił, działał, był. Dawał przykład od­wagi. Tego potrzebo­wa­liśmy. W ro­ku 1989 zakładał Komi­tet Obywa­tel­ski, a dziś, gdy space­ruje po mieście, mówimy swoim dzieciom: „ukłoń się z dala, to jest Wielki Zagaj, profesor elektro­niki, człowiek, który w roku 68. przemówił, gdy inni przemilczeli... a później, przez trzy­dzieści lat, na wielu swoich uczniów wpływał tylko przez indukcję. Ale wpływał potężnie. Budująco!”. Syn pyta mnie, czy to jest ojciec Adama Zagajewskiego, poety. Tak – odpowiadam cicho – Adam jest synem Profesora.

Andrzej Jarczewski

 

Okazuje się jednak, że niektórzy dobrze pamiętają słowa Profesora z roku 1968. Ówczes­ny szef wydziałowy ZSP, Leszek Marażewski, przypomniał mi (już po artykule w „Śląsku”), że Profesor Zagajewski wyraźnie odmówił jakiemuś partyjnemu dygnitarzowi podania jakich­kol­wiek informacji, gdyż – cytuję – nie do pomyślenia jest, by nauczyciel akademicki donosił na swoich studentów (podobną, odważną postawę wykazał ówczesny prodziekan, prof. Bogdan Skalmierski).

 Mało znany jest też epizod z roku 1989, gdy przejmujący odpowiedzialność za Gliwice Komitet Obywatelski „Solidarność” wysłał do Profesora Zagajewskiego delegację z prośbą o zgodę na objęcie przez Niego wakującego stanowiska prezydenta miasta. Profesor gości przyjął uprzejmie, ale odmówił kategorycznie. Postawiło to nas w kłopotliwej sytuacji, gdyż Profesor był wtedy autorytetem również dla rządzącej jeszcze PZPR i Jego wybór przez ów­czes­ną Miejską Radę Narodową byłby łatwy do przeprowadzenia. Profesor zachęcił nas do szukania rozwiązań trudniejszych, ale trwalszych. Ostatecznie zgodę na kandydowanie wy­ra­ził wtedy o całe pokolenie młodszy Zbigniew Pańczyk oraz Janusz Moszyński, który mógłby być wnukiem Profesora. Musieli oni wprawdzie stanąć do konkursu, ale od tego czasu datuje się nowy okres w rozwoju naszego miasta.

90 lat! Epoka. Prawie cała historia elektroniki, którą Profesor Zagajewski nie tylko ob­ser­wował, ale i współtworzył. Cała – od roku 1945 – historia Politechniki Śląskiej, cała histo­ria polskiej elektroniki przemysłowej. Cała historia niepodległej myśli i szlachetnej po­stawy w po­wo­jennych Gliwicach. I dzie­ło życia, którym można by obdzielić cały zastęp akademic­kich nauczycieli.

Ad multos annos!

Andrzej Jarczewski

“Gliwicka Nowa”, grudzień 2002